Blog świeżo upieczonego, licencjonowanego dziennikarza - o życiu, o polityce, o narzekaniu, o tym co wygrzebałem w necie, o tym co mi w głowie siedzi - jednym słowem o wszystkim i o niczym. Obecnie zacząłem studia we Wrocku na kierunku PR-CI. Blog jakich wiele...a może jednak nie??
Kategorie: Wszystkie | Wrocław | ciekawostki | prywatne
RSS
czwartek, 13 marca 2008
Odkurzam...

Ano trzeba wziąć się do pracy, bo dawno już mnie tu nie było... Brak czasu, pomysłu, chęci?? Pewnie wszystkiego po trochu.

Jakoś tak zagoniony mi się ten Wrocek zrobił po feriach. W sumie to dla mnie dobrze, bo się generalnie nie nudzę i jakoś tak jakby rzadziej mnie chandra dopadała. (Oczywiście bez przesadyzmu, bo inaczej nie byłbym sobą - widział ktoś Masaya, który nie miewa złych/dołujących/sentymentalnych/użalających/marudzących/etc momentów?? Bo ja nie :P ).

Koło PR ruszyło w końcu do konkretnej roboty z zapałem (co prawda potykając się o własny zapał, ale kto by zwracał na to większą uwagę), znaleźliśmy mieszkanie (teraz tylko czekać na sądny dzień, kiedy trzeba będzie przewieźć wszystkie graty), mamy zajęcia z "prześwietnym" doktorem Sz. (tego nie zaliczyłbym akurat do pozytywnych rzeczy, ale niewątpliwie przez to, że jego osoba zajmuje wiele miejsca w myślach chyba wszystkich studentów DiKSu, należy mu się miejsce na moim blogu ;P ), zaczęły mi się seminaria dyplomowe (które jakby nasiliły niechęć między ludźmi, którzy przyszli z TEJ innej uczelni, a resztą), uczestniczyłem w Wizualiach '08, czyli Festiwalu Reklamy Kreatywnej (które były dość ciekawe, pomimo niesmaku jaki pozostawiła, zaproszona na prelekcje WSR, czyli według mnie, Wiejska Szkoła Reklamy z miasta stołecznego), czy wizytami na tradycyjnym "pifkulubdwóch" (z których szczególnie miło wspominam to prawie zaraz po moim przyjeździe do Wrocka z ferii zimowych - pięknie się nam z Panem Michałem wtedy piło :D Ach!). 

To chyba te ciekawsze rzeczy... Napisałem jednym ciągiem - męczcie się z czytaniem, a co:P 

Branoc!

23:55, d.kazanecki
Link Komentarze (5) »
czwartek, 28 lutego 2008
Znów we Wrocku - myśli...
Hmm...
01:02, d.kazanecki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 lutego 2008
Taki dzień był wczoraj...

- Hej Masayu! Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!

- A dziękuję. Tobie, Masayu również najlepszego.

- Jak minął dzień?

- A nawet nawet. Dało się przeżyć. Ty wiesz co?!

- Co?

- Ludzie pamiętali o moich urodzinach!

- Pełen rispekt. Ty o nich prawie sam zapomniałeś.

- Ano... jakiś taki mało pamiętliwy jestem ;)

- Ale to generalnie miło, że ktoś jednak pamięta...

- Owszem, jestem miło zaskoczony.

- Widzisz, świat ma jednak miłe akcenty.

- Oj, ma... 

PS. Dzięki Wam ludziska za pamięć :) 

00:35, d.kazanecki , prywatne
Link Komentarze (2) »
sobota, 09 lutego 2008
Tak sobie myślę, a właściwie to nie...

Chcę coś napisać... ale nic nie przychodzi mi do głowy... ani mądrego ani głupiego (co akurat bardziej do mnie pasuje :P ). Nic - zupełna PUSTKA! Nie wiem czy to skutek przemęczenia sesją - wbijałem szybko wiedzę, po to tylko, żeby zaraz po egzaminie ją wyrzucić i zrobić miejsce na kolejną. Może coś mi się w głowie przepaliło i chwilowo prowadzone są prace naprawcze? Już widzę jak setki małych ludzików naprawiają mi zwoje mózgowe, a na rusztowaniu wisi tabliczka: "UWAGA! Prace na wysokościach. Grozi zawaleniem". Na szczęście sesja zbliża się już do końca. Cieszę się z kilku powodów - w końcu zacznę być dostępny dla znajomych spoza Wrocka (mam nadzieję, że jeszcze się na mnie nie poobrażali), wrócę do domu (i odsapnę nieco... potem będę odpoczywał od Rzeszowa, jak przyjadę z powrotem) i w ogóle.  Jeszcze tylko jeden egzamin - byle zdać i wolne!!

A może powody pustki są inne? Może to efekt tego, że ograniczyłem swoje myślenie (mam wrażenie, że słyszę jakiś stłumiony śmiech;). Ale poważnie - za dużo ostatnimi czasy myślałem na temat własny i tego co mnie spotyka. Doszedłem do wniosku, że to nic dobrego nie przynosi - jedynie zmartwienia, doła i inne takie. Radykalnie obciąłem budżet na myślenie... może aż za radykalnie i teraz wieczorami mam przerwę w produkcji?

A w ogóle to miałem dziś paskudny dzień. Zaczęło się od kontroli alarmów na akademiku. Od 9 rano do 11.30 głośniki wydawały z siebie, jakże "melodyjny" dźwięk od którego wszystko przewaliło mi się w żołądku. Potem było już tylko lepiej. Duże kolejki w sklepie, pakowanie się piechotą na ulicę pod prąd (tak to jest jak się nie pamięta, że szeroki chodnik to tylko podpucha dla nieuważnych przechodniów i, że za zakrętem zwęża się tak bardzo, że nie pozostaje nic innego jak iść ulicą na czołowe z "brumbrumami"). Na dodatek, zupełnie jak wisienka na torcie, prawie dwa razy wpadłem dziś pod samochód :/ W sumie nie z własnej winy, ale skutek byłby jednakowy. Najciekawsze było jednak to, że jakoś się tym szczególnie nie przejąłem. Nawet mi puls nie przyspieszył... Ciekawe co mi się w głowie robi...

00:22, d.kazanecki , prywatne
Link Komentarze (3) »
niedziela, 03 lutego 2008
Wierysz...

... nie nazwę tego wierszem, żeby się na mnie poeci nie obrazili :P

 

"Pragnienie..."

Choć zapalić

by się chciało

żeby we łbie

przejaśniało

 

PS. proszę wziąć poprawkę na późną godzinę (czyt. jakże niedorozwinięty stan mojego umysłu)

03:43, d.kazanecki , ciekawostki
Link Komentarze (4) »
piątek, 01 lutego 2008
Wiecie co...

...moje kochane mury... Nie czekajcie na mnie z kolacją... Nie wiem kiedy wrócę...

Dobranoc

02:43, d.kazanecki , prywatne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 stycznia 2008
Muruję...??

Trzeba by w końcu odbudować mury obronne wokół siebie. Rozsypały mi się na początku roku i zachłysnąłem się świeżym powietrzem uczuć i emocji. Tak mi to do głowy uderzyło, że zostawiłem za sobą ruiny i hasałem po łąkach na nowo rozbudzonej nadziei. Świat wydawał się taki piękny, czułem się tak dobrze jak kiedyś...  Upajałem się przestrzenią... Coś sprawiło, że uwierzyłem, że ja też mogę doznać szczęścia w życiu... że coś się ułoży, chociaż raz, choć trochę tak jak to sobie wymarzę... 

Głupi jestem, że po raz kolejny zaufałem życiu, dałem się podpuścić i teraz mam za swoje. Nie chciałem uwierzyć,  że ten piękny krajobraz przede mną to tylko płótno ze scenografią - takie jak czasem używane są w teatrze. Zderzyłem się z nim, zaplątałem i zerwałem. Co zobaczyłem za nim? Życie, takie jakie jest. Pełne bólu, rozczarowań, smutku i przykrości. Po raz kolejny muszę przyznać temu cholernemu Schopenhauerowi rację. A ja naprawdę nie lubię przyznawać komuś racji :P

I teraz wracam z opuszczoną głową w kierunku niewielkiego wzgórza, na którym stoją ruiny mojego muru. Mojego kochanego muru... Potykam się nagle o coś. Oto pod moimi nogami leży jedna z cegłówek. Jest taka mała, bezbronna i samotna. Całuję ją z ojcowską czułością - "Chodź, nie płacz już. Znów będziemy wszyscy razem...". Wzdrygam się, kiedy owiewa mnie lodowaty wiatr. Patrzę na niebo - gęste, czarne chmury przewalają się ciężko - "Muszę się pośpieszyć. Idzie na burzę."

Na wzgórzu nie ma już ruin. Zniknęły w tajemniczy sposób. Na ich miejscu czekają na mnie solidne fundamenty zbudowane z przeszłości.  Uśmiechają się tak przymilnie, że nie jestem w stanie im się oprzeć. Staję na środku, patrzę jeszcze raz na krajobraz, który jeszcze niedawno wydawał się taki piękny. Teraz nie ma w nim nic - czysta brutalna rzeczywistość, śmiejąca się złośliwie... Wiem, że śmieje się ze mnie. Mam to gdzieś. Układam pierwszą cegłówkę. Chwilę potem w mojej dłoni materializuje się kolejna cegłówka ulepiona z rozczarowań. W drugiej dłoni czuję jak tworzy się najsilniejsza z zapraw - lęk przed światem. "Czas brać się do roboty, już późno..."

I nagle kątem oka widzę coś niezwykłego... obracam głowę i moim oczom ukazuje się nić utkana ze światła, która łączy niebo z ziemią, rozdzierając po drodze mroczne chmury. Patrzę zafascynowany, a moim umyśle rodzi się pytanie. Czy to promień nadziei czy może tylko refleks pragnień odbijających się w moim sercu, porzuconym gdzieś tam...?? Nie znam jeszcze odpowiedzi, pójdę sprawdzić... Murowanie może jeszcze chwilę zaczekać...

18:30, d.kazanecki , prywatne
Link Komentarze (4) »
czwartek, 24 stycznia 2008
Siedzę...

Próbuję się uczyć - nie idzie

Chcę się skupić na notatkach - myśli niepokornie błądzą gdzieś indziej

Wypiłem litr Dragona - czekam aż mi wątroba strzeli

Cztery osoby w pokoju - stukot klawiszy i chrupanie chipsów

19:30 - nie chcę, żeby Jutro nadeszło szybko

 

 

19:30, d.kazanecki , prywatne
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 21 stycznia 2008
Poddałem się...
...nastrojowi panującemu za oknem i wygrzebałem mój najukochańszy wiersz...

 

 

DESZCZ JESIENNY

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

 

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

Na próżno czekały na słońca oblicze...

W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,

W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

Odziane w łachmany szat czarnej żałoby

Szukają ustronia na ciche swe groby,

A smutek cień kładzie na licu ich miodem...

Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem

W dal idą na smutek i życie tułacze,

A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...

 

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

 

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...

Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...

Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...

Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...

Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...

Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...

Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...

Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...

 

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

 

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...

Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem

I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,

Trawniki zarzucił bryłami kamienia

I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...

Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu

Położył się na tym kamiennym pustkowiu,

By w piersi łkające przytłumić rozpacze,

I smutków potwornych płomienne łzy płacze...

 

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

 

 Leopold Staff

 

04:36, d.kazanecki , prywatne
Link Komentarze (3) »
piątek, 18 stycznia 2008
No i stało się...

Kiedy piszę te słowa pozostało mi 9 godzin do zaliczenia końcowego z filozofii... Zastanawiam się, słowo "koniec" odnosi się bardziej do pozytywnej oceny z zaliczenia czy do mnie...

Siedzę teraz przy kompie, w głowie zieje mi czarna dziura, zupełnie jakby cała wiedza, którą władowałem wyleciała mi przez ucho...

Czuję się jakby we łbie pulsowała mi czerwony neon "FILOZOFIA" - zupełnie jak lampa w samolocie tuż przed zrzutem. Jestem jednym z takich żołnierzy - za chwilę wyskoczę i pędząc w doł będę modlił się, żeby otworzył się spadochron mojej wiedzy...

"Uda się czy rozbiję się o ziemię??..."

01:21, d.kazanecki , prywatne
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4